30 maja 2016

...every time something new

Marzyła mi się kiedyś ogromna garderoba pełna ubrań, butów, torebek i dodatków... Piszę marzyła, bo doszłam do tego, że szafa wypełniona po brzegi wcale mnie nie uszczęśliwia. Mogłabym powiedzieć, że jest wręcz przeciwnie. Gdy moja szafa "pękała w szwach" miałam ogromny problem z ubraniem się. Nie mogłam się na nic zdecydować. Stałam przed lustrem długi czas, stresowałam się, denerwowałam, a większy wybór wpędzał mnie w coraz większe problemy. Ciągle czegoś w mojej szafie brakowało. Kupowałam więc nową rzecz. Mnóstwo nowych rzeczy. Potrafiłam miesięcznie na nowe ciuchy wydać kilkaset złotych. Powiedziałam stop. Skończyłam z cotygodniowym wypadem do galerii handlowej, ale... odkryłam lumpeksy. Nie rozwiązało to mojego problemu, bo może wydawałam mniej pieniędzy, lecz rzeczy w mojej szafie ciągle przybywało. Ograniczyłam więc budżet, wyjścia do sklepów i postanowiła się za siebie wziąć. Przejrzałam szafę, raz, drugi i wiele kolejnych razy. Wyrzuciłam z niej duże ilości ubrań, których w wielu przypadkach, nigdy nie miałam na sobie (nie licząc tej krótkiej chwili w przymierzalni), te które były za małe czy za duże, inne które przestały mi się podobać, sporą część tych w których źle się czułam i nie mało tych, które prosiły się o utylizację. Wydawać by się mogło, że już mi nic nie zostanie. Zostało jednak całkiem sporo, a może i więcej niż było wcześniej. Teraz moja szafa jest wypełniona ubraniami, które lubię, w których czuję się dobrze, które pasują do mnie i do mojego stylu życia. Fakt czasem mi czegoś brakuje, ale kupuję już bardziej świadomie. Zwracam uwagę na materiał z którego dana rzecz jest zrobiona, jakość wykonania i przede wszystkim, o ile nie na samym początku czy oby na pewno jest mi to potrzebne i czy nie mam już czegoś podobnego. Stoję w przymierzalni i przyglądam się w lustrze, sobie w nowej rzeczy. Sprawdzam jak wyglądam, czy dobrze się w niej czuję, czy materiał się nie elektryzuje, czy rozmiar jest odpowiednio dopasowany, czy szew nie schodzi na bok, czy  nie widać tego czego pokazywać bym nie chciała. Zastanawiam się czy będzie pasować do reszty rzeczy z mojej szafy i z czym mogłabym ją nosić. Nie kupuję jeżeli nie spełnia moich wymagań. Ubrania stworzone są do noszenia, a nie do tego aby wisieć w twojej szafie. Aktualnie ciągle pozbywam się rzeczy z szafy. Staram się, aby te które zamieszkają w niej niebawem były wartościowe. Nie potrzebujemy codziennie zakładać nowej rzeczy. Wystarczy, że będziemy posiadać odpowiednią bazę z której będzie można tworzyć rozmaite kombinacje na każdą okazję i na każdy nowy dzień.

| płaszcz, bluzka, okulary - sklep online | spodnie - H&M | torebka - Paulina Schaedel | buty - Reebok |

Zdjęcia: PJ Kellys | Edycja: Kalina

12 komentarzy:

  1. ja bym mogla mieć kilka bazowych ubran, natomiast marzy mi się szafa pelna dodatkow ;d
    Boski plaszcz! Podoba mi się jego połączenie z paskami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem Basiu. Bazowe ubrania dają podstawy, a można to wszystko świetnie miksować dzięki dodatkom ;) Też bym tak chciała ;P Najlepiej buty i torebki ;D

      Usuń
  2. Płaszcz jest świetny, bardzo mi się podoba jego krój i kolor ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny post i piękne zdjęcia zapraszam do siebie http://paulaparszewska.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny płaszcz! Ma super kolor, nawiązanie do klasycznego trencza i oryginalność!

    OdpowiedzUsuń
  5. równowaga w szafie jest szalenie ważna. Jeśli dać się przytłoczyć ubraniom, to jaki z nich pożytek?

    OdpowiedzUsuń
  6. I really like the colour combination of this outfit!

    http://the-renaissance-of-inner-fashion.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń